Zaczął się długi weekend :-)
Tak jak w tytule :-) w końcu wystartował długi weekend, aż 9 dni wolnego :-) zacząłem go wczoraj od zdania darmofonu :-/. Skończył się koniec - jak to się dopiero wczoraj dowiedziałem - BUZZu, czyli darmowego testowania sieci Play (wcześniej - Nadchodzi4). Pojechałem sobie radośnie na Plac Trzech Krzyży, ładna pogoda, pomyślałem, że aż miło tak się przejechać. I się przejechałem, ale na czym innym. Wchodzę na plac i patrzę, a tam kolejka ogromna i oczywiście wszyscy oddają telefony. Stanąłem na końcu, przede mną z 50 osób. Dobra, postoję - pomyślałem. Stałem ponad 1,5 godziny, pod sam koniec zorientowali się, że tyle ludzi jest i rozdali coca colę 0,2 nawet nie schłodzoną :-P, ale miły gest. Myślałem ciągle czego mogłem zapomnieć wziąć... ale na szczęście wszystko miałem :-). Dotarłem do drzwi - pomieszczenie klimatyzowane - chociaż tyle dobrze. Oddałem telefon. Problem z głowy. Następnie wybrałem się na centralny aby kupić mojemu Szczęściu bilet do domu. Ludzi co nie miara, straszna sprawa. Stanąłem w kolejce, pani jakaś przede mną chce kupić bilet - "brak miejsc!", kolejna też gdzieś chce pojechać - "brak miejsc!", delikatnie mówiąc, shit - pomyślałem. Ale na szczęście na ten pociąg, który mnie interesował było jeszcze wolne ;-). Wyszedłem z centralnego i patrze, a tam całe centrum warszawy w korku stoi. Bez-na-dziej-nie. Spojrzałem na zegarek - 16.28, skojarzyłem, że o 16.33 jest pośpiech do łodzi, więc wsiadłem i dotarłem do zachodniego (mijając się z kanarem z 5 razy na centralnym, nie chciałem wsiąść w te same drzwi jakoby bilet dopiero od zachodniego mam :-P). Wyszedłem z zachodniego, a tam kolejny korek - jeejciu, jakby Ci wszyscy ludzie nie mogli się do autobusów przesiąść, byłoby taniej i luźniej. No ale w końcu po 40 minutowej podróży 523 (zazwyczaj jedzie się ~20 min) dojechałem na Stare Bemowo. O 18.00 na tańce go go go! ;-) Poszliśmy, podrepatliśmy sobie, fajna sprawa ;-). Powrót, kolacja (hmm, ciekawe czemu z kukurydzy na patelni się nie zrobił pop-corn :-P) i na kolejne tańce. Postanowiliśmy wybrać się do Proximy, kolega nas namówił. Dobra, dotarliśmy, idziemy, mijamy Akademię Medyczną - hmm coś nie gra. Trzeba się wrócić. Dotarliśmy do Proximy, wejście do 22.00 dla studentów za darmo :-) Na nieszczęście trafiłem na jakiś koncert (nie to żebym o nim nie wiedział, ale myślałem, że może się wcześniej skończy). Koncert ów się skończył, ogarnęli salę i zaczęli grać. Muzyka trochę lipna, ciągle jakieś murzyńskie beaty. Nie moje klimaty. Świetną sprawą była sala karaoke :-D. Elegancko można było sobie z mikrofonem pośpiewać (niestety mikrofonu w dłoniach nie miałem, ale śpiewałem na głos :-P pierwszy raz w życiu :-P). Potańczyliśmy trochę (niestety niektórzy ograniczyli się tylko do picia piwa, ale mam nadzieję, że się rozruszają ;-) ). Po 1.00 wyszliśmy, ok. 3.00 byliśmy w akademiku. 6 godzin snu i w drogę. Asia pojechała w końcu do domku, ja dla odmiany również :-P Dotarłem, poszedłem spać, zjadłem obiad, poszedłem spać, obudziłem się i piszę posta ;-). A w poniedziałek jadę do mojego Słonka, bo już się za nią stęskniłem :-*

RSS / Atom

