Dzień Firefoksa (15 lipca, wiem, lekki poślizg)
Dopiero dzisiaj zauważyłem, że jest coś takiego jak dzień Firefoxa (wiem, prędki jestem ;-)). Kliknąłem na link który się pojawił na mojej Firefoxowej stronie startowej - http://www.worldfirefoxday.com/pl/ - całkiem ładna, taka pomarańczowa ;-).
Jak się zaprosi jakąś osobę / namówi do korzystania z Firefoxa to jest się umieszczonym w takim 'hall of fame', a konkretniej będą umieszczone imiona i wybrany znaczek między nimi (do wyboru jest m.in. kocha, oświeci, poinformował). Akcja trwa do 15go września.
Zachęcam do korzystania z Firefoxa :-).


Pobierz Firefoxa!
Jak się zaprosi jakąś osobę / namówi do korzystania z Firefoxa to jest się umieszczonym w takim 'hall of fame', a konkretniej będą umieszczone imiona i wybrany znaczek między nimi (do wyboru jest m.in. kocha, oświeci, poinformował). Akcja trwa do 15go września.
Zachęcam do korzystania z Firefoxa :-).


Pobierz Firefoxa!
Tag: Firefox Mozilla Foundation przeglądarka
Dodano: 2006-08-29 15:05:19 | Skomentuj (0)
RSS i Atom - gotowe :-D
Dobra, zakończyłem pracę nad RSS-em i Atom-em :-). Stwierdzam uczciwie, iż działają i przechodzą pomyślnie validację ;-).
Kanały są dostępne tutaj:

Atom 1.0 - Najnowsze 15 wpisów
Atom 1.0 - Najnowsze 10 komentarzy

RSS 2.0 - Najnowsze 15 wpisów
RSS 2.0 - Najnowsze 10 komentarzy
Moje kolejne odznaki:

dla tych co nie wierzą:
Zwaliduj - RSS 2.0 Wpisy
Zwaliduj - Atom 1.0 Wpisy
Zwaliduj - RSS 2.0 Komentarze
Zwaliduj - Atom 1.0 Komentarze
Kanały są dostępne tutaj:

Atom 1.0 - Najnowsze 15 wpisów
Atom 1.0 - Najnowsze 10 komentarzy

RSS 2.0 - Najnowsze 15 wpisów
RSS 2.0 - Najnowsze 10 komentarzy
Moje kolejne odznaki:

dla tych co nie wierzą:
Zwaliduj - RSS 2.0 Wpisy
Zwaliduj - Atom 1.0 Wpisy
Zwaliduj - RSS 2.0 Komentarze
Zwaliduj - Atom 1.0 Komentarze
Dodano: 2006-08-28 18:14:03 | Skomentuj (0)
Operacja RSS i Atom ;-)
Podążając za trendami mam zamiar wyczarować kanały RSS 2.0 i Atom dla strony, uruchomione zostanę: Niecodziennik, Interesujace, ZloteMysli, Komentarze - wszystko via xml.
Jako, że budowa xml-a jest stosunkowo prosta, zamieszcze później kod PHP który będzie odpowiadał za generowanie xml-ów.
No to do dzieła :-D.
[Edit - 23:10]
Jednak nastąpiły pewne komplikacje :-P. Musiałem poważnie zmodyfikować strukturę bazy danych strony, ale zmieniłem i mam nadzieję, że wszystko działa dobrze :-). Jeszcze dzisiaj postaram się zrobić tego RSSa i Atom i idę spać :-). Dobranoc.
aa zapomniałbym - przy okazji zmieniłem kodowanie strony i bazy z iso-8859-2 na utf-8 - unikod :-P trzeba iść z duchem czasu ;-)
Jako, że budowa xml-a jest stosunkowo prosta, zamieszcze później kod PHP który będzie odpowiadał za generowanie xml-ów.
No to do dzieła :-D.
[Edit - 23:10]
Jednak nastąpiły pewne komplikacje :-P. Musiałem poważnie zmodyfikować strukturę bazy danych strony, ale zmieniłem i mam nadzieję, że wszystko działa dobrze :-). Jeszcze dzisiaj postaram się zrobić tego RSSa i Atom i idę spać :-). Dobranoc.
aa zapomniałbym - przy okazji zmieniłem kodowanie strony i bazy z iso-8859-2 na utf-8 - unikod :-P trzeba iść z duchem czasu ;-)
Wróciłem... (Ciechocinek i Licheń)
Więc i owszem, wróciłem z powrotem do tej dziury (dziura - patrz Żyrardów), wypad oceniam na bosko-miodny i wogóle bamboocha ;-). Spędziłem 2 tygodnie w towarzystwie cudownej dziewczyny :-*. Wybraliśmy się na takie quasi-wycieczki do Lichenia i Ciechocinka (obydwie lokalizacje dość blisko miejsca mojego pobytu ;-)).
Moje skromne, bardzo subiektywne zdanie na ich temat (w kolejności chronologicznej):
Ciechocinek (18.08.06):
Dobra, dojechaliśmy PKS'em do niego, podróż całkiem przyjemna, zaczynamy zwiedzanie miasta. Cel pierwszy - tężnie. Nie miałem pojęcia co to jest, wiedziałem, że coś ze słoną wodą ma wspólnego, ale na tym moja wiedza się kończyła. Dobra nic to, znaleźliśmy prowizoryczną mapę Ciechocinka, tężnie z racji swej wielkości musiałabyć zaznaczone (trudno na mapie miasta nie uwzględnić czegoś co ma 1,7 km długości ;-)). Tężnie były 3. Z czego jedna na chodzi, jedna nie, a jedna w remoncie. Obeszliśmy tężnie, więc idziemy dalej. Szukamy fontanny 'Grzybek' i 'Jasia i Małgosi' (ja tam byłem przekonany, że ich w końcu jakaś sprytniejsza baba jaga zjadła, ale mimo tego szukaliśmy). Dobra doszliśmy do jakiegoś parku, ładny ładny, wogóle całe miasto jest strasznie zadbane, wszędzie dywany kwiatowe cieszące oczy, ogólnie czysto i zielono :-), aż miło tak sobie spacerować :-) (oczywiście w odpowiednim towarzystwie :-*). Znaleźliśmy po dłuższym czasie jedną i drugą fontannę, obeszliśmy chyba cały Ciechocinek wzdłuż i wszerz.Oczywiście nie obyło się bez pocztówki z łosiem ;-).
W internecie na jakiejś stronie nie odbiegającej poziomem intelektualnym komentarzom na onecie znaleźliśmy historie miłosne z Ciechocinka, jak to starsze babcie (zimne 60tki ;-P) wyruszają na podboje miłosne, na taką Ibizę dla emerytów i rencistów. Ponoć można tam spotkać panów zadawalających samotne panie i na odwrót (dla nie kumatych - panie zadawalające emerytów). Cała ta historia trochę wstrząsnęła (nie zmieszała) moim światopoglądem (wogóle to nie pierwszy wstrząs od pewnego czasu - kobiety księży itp itd). Aż mi ciarki przechodzą na myśl, że mój dziadek jeździł do senatorium co roku przez kilka lat :-|. Na szczęście nie do Ciechocinka ;-).
Licheń (20.08.06):
Dzięki uprzejmości rodziców mojej dziewczyny (pozdrawiam) miałem okazję zwiedzić Licheń, a konkretniej bazylikę. Jedziemy sobie samochodem, a tu nagle z pola wyłania się kopuła i jakaś wieżyczka, ja się pytam czy to to; wszyscy potwierdzili. 'Kurde' pomyślałem, przecież byliśmy kilka dobrych kilometrów od celu jeszcze. Powoli zacząłem się obawiać tego co zobaczę...
Licheń - wieś jak wieś, wybudowano właśnie tam bazylikę ponieważ jak to było w muzeum budowy bazyliki napisane znajduje się on w samym centrym Europy (googlowałem w sprawdzeniu tej informacji, ale nie znalazłem nic). A na środku wsi wielka, ogromny (aż pot z niej spływa - lokomotywa... :-P) bazylika. Nawet głupie ogrodzenia oficjalnego parkingu jest eleganckie.
Dobra, weszliśmy na teren bazyliki, jej samą nie muszę ciągle pisać, że widać zewsząd. Oprócz niej na terenie znajduje się dzwonnica (zapewne niejedna), Golgota (góra z kamieni, ze stacjami drogi krzyżowej - których jest defacto 14 bądź 15 :-P), jakieś inne kośicoły, jakieś schroniska dla pielgrzymów i wogóle kupa (= masa) innych rzeczy.
Weszliśmy na Golgotę, zeszliśmy z niej i udaliśmy się w stronę tej budowli postawionej niby, że tylko i wyłącznie z datków wiernych (na zupę dla bezdomnych by dali). Pierwsze co widać to masę schodów i kolumny, ok, kolumny jeszcze przetrawie, takie bardzo retro :-P. Wchodzimy... a tam wszystko takie, eeee, śliczne. Marmurów masa, złoceń jeszcze więcej (ponoć użyto prawdziwego złota). W piwnicy tabliczki z nazwiskami darczyńców (dam sobie rękę uciąć, że większość tych tabliczek to ludzie sobie kupili dla własnej satysfakcji niż dla pomocy kościołowi) robiły za glazurę. W samym budynku były dwa kościoły (inaczej chyba, nie można tego nazwać), jeden główny, baardzo wysoki, z kopułą i miejscem na łohohoho albo i więcej osób i mniejszy na dole (w piwnicy).
Następnie udaliśmy się do wieżyczki obok, tej wysokiej, fajnie by było wejść na górę pomyślałem sobie :-) i się nie myliłem, wejście na pieszo - 2 zł, winda - 5 zł, oczywiście wybraliśmy wariant za 2 zł ;-). 141,5 m wysokości, 114 m taras widokowy, 31 pięter, 762 stopnie - fajna sprawa :-D. Weszliśmy na górę, widać, że wieżę wybudowano tylko i wyłącznie dla zwiedzających, nie ma jakiegoś głębszego religijnego znaczenia (o 114 m bliżej nieba - jupii :-D). A widok taki se. Wszystko oszklone (nawet klimatyzacja była) i ludzi pełno.
Podsumowując - 1. nie mieli pocztówek z łosiem ;-P. 2. w/g mnie Bóg jest wszędzie, w domu u mnie, u Ciebie, na dworze, w szopie prowizorycznie przerobionej na kościół w krajach trzeciego świata. Czy rzeczywiście trzeba było marnować te miliony złotych na takie 'coś'? Czy nie można było za dać ciepły posiłek tysiącom ludzi? Paranoja. Polacy głodują, ale nie, skądże, najwyższa świątynia musi być, bleh. Hehe obcokrajowcy to dopiero mają zagadkę - taki biedny naród, a taką budowlę odwalił, a druga jest w trakcie (Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie).
Oczywiście podczas podróży powrotnej też musiałem mieć przygody, jechałem sobie zadowolony Sanem z Włocławka do Warszawy, żeby później przesiąść się do Jaćwinga i nim do domku. Ale co mądry Marcin zrobił? Wsiadł na Zachodnim do Kujawiaka, który jechał do Bydgoszczy (przez Włocławek) czyli się wróciłem, ale tylko do Sochaczewa ;-) (jedną stację). Najważniejsze, że jakoś dotarłem do domu :-).
I już tęsknie za moim Słoneczkiem :-*.
Moje skromne, bardzo subiektywne zdanie na ich temat (w kolejności chronologicznej):
Ciechocinek (18.08.06):
Dobra, dojechaliśmy PKS'em do niego, podróż całkiem przyjemna, zaczynamy zwiedzanie miasta. Cel pierwszy - tężnie. Nie miałem pojęcia co to jest, wiedziałem, że coś ze słoną wodą ma wspólnego, ale na tym moja wiedza się kończyła. Dobra nic to, znaleźliśmy prowizoryczną mapę Ciechocinka, tężnie z racji swej wielkości musiałabyć zaznaczone (trudno na mapie miasta nie uwzględnić czegoś co ma 1,7 km długości ;-)). Tężnie były 3. Z czego jedna na chodzi, jedna nie, a jedna w remoncie. Obeszliśmy tężnie, więc idziemy dalej. Szukamy fontanny 'Grzybek' i 'Jasia i Małgosi' (ja tam byłem przekonany, że ich w końcu jakaś sprytniejsza baba jaga zjadła, ale mimo tego szukaliśmy). Dobra doszliśmy do jakiegoś parku, ładny ładny, wogóle całe miasto jest strasznie zadbane, wszędzie dywany kwiatowe cieszące oczy, ogólnie czysto i zielono :-), aż miło tak sobie spacerować :-) (oczywiście w odpowiednim towarzystwie :-*). Znaleźliśmy po dłuższym czasie jedną i drugą fontannę, obeszliśmy chyba cały Ciechocinek wzdłuż i wszerz.Oczywiście nie obyło się bez pocztówki z łosiem ;-).W internecie na jakiejś stronie nie odbiegającej poziomem intelektualnym komentarzom na onecie znaleźliśmy historie miłosne z Ciechocinka, jak to starsze babcie (zimne 60tki ;-P) wyruszają na podboje miłosne, na taką Ibizę dla emerytów i rencistów. Ponoć można tam spotkać panów zadawalających samotne panie i na odwrót (dla nie kumatych - panie zadawalające emerytów). Cała ta historia trochę wstrząsnęła (nie zmieszała) moim światopoglądem (wogóle to nie pierwszy wstrząs od pewnego czasu - kobiety księży itp itd). Aż mi ciarki przechodzą na myśl, że mój dziadek jeździł do senatorium co roku przez kilka lat :-|. Na szczęście nie do Ciechocinka ;-).
Zimny jak polodowcowy głaz
W Ciechocinku tam gdzie dom zdrojowy
Maxi Kaz rusza na łowy
Na deptaku czai się na panie
Każda szansę dziś dostanie
Taki ze mnie Maxi Kaz
MAXIKAZ (T-RAPERZY ZNAD WISŁY)W Ciechocinku tam gdzie dom zdrojowy
Maxi Kaz rusza na łowy
Na deptaku czai się na panie
Każda szansę dziś dostanie
Taki ze mnie Maxi Kaz
Licheń (20.08.06):
Dzięki uprzejmości rodziców mojej dziewczyny (pozdrawiam) miałem okazję zwiedzić Licheń, a konkretniej bazylikę. Jedziemy sobie samochodem, a tu nagle z pola wyłania się kopuła i jakaś wieżyczka, ja się pytam czy to to; wszyscy potwierdzili. 'Kurde' pomyślałem, przecież byliśmy kilka dobrych kilometrów od celu jeszcze. Powoli zacząłem się obawiać tego co zobaczę...Licheń - wieś jak wieś, wybudowano właśnie tam bazylikę ponieważ jak to było w muzeum budowy bazyliki napisane znajduje się on w samym centrym Europy (googlowałem w sprawdzeniu tej informacji, ale nie znalazłem nic). A na środku wsi wielka, ogromny (aż pot z niej spływa - lokomotywa... :-P) bazylika. Nawet głupie ogrodzenia oficjalnego parkingu jest eleganckie.
Dobra, weszliśmy na teren bazyliki, jej samą nie muszę ciągle pisać, że widać zewsząd. Oprócz niej na terenie znajduje się dzwonnica (zapewne niejedna), Golgota (góra z kamieni, ze stacjami drogi krzyżowej - których jest defacto 14 bądź 15 :-P), jakieś inne kośicoły, jakieś schroniska dla pielgrzymów i wogóle kupa (= masa) innych rzeczy.

Weszliśmy na Golgotę, zeszliśmy z niej i udaliśmy się w stronę tej budowli postawionej niby, że tylko i wyłącznie z datków wiernych (na zupę dla bezdomnych by dali). Pierwsze co widać to masę schodów i kolumny, ok, kolumny jeszcze przetrawie, takie bardzo retro :-P. Wchodzimy... a tam wszystko takie, eeee, śliczne. Marmurów masa, złoceń jeszcze więcej (ponoć użyto prawdziwego złota). W piwnicy tabliczki z nazwiskami darczyńców (dam sobie rękę uciąć, że większość tych tabliczek to ludzie sobie kupili dla własnej satysfakcji niż dla pomocy kościołowi) robiły za glazurę. W samym budynku były dwa kościoły (inaczej chyba, nie można tego nazwać), jeden główny, baardzo wysoki, z kopułą i miejscem na łohohoho albo i więcej osób i mniejszy na dole (w piwnicy).
Następnie udaliśmy się do wieżyczki obok, tej wysokiej, fajnie by było wejść na górę pomyślałem sobie :-) i się nie myliłem, wejście na pieszo - 2 zł, winda - 5 zł, oczywiście wybraliśmy wariant za 2 zł ;-). 141,5 m wysokości, 114 m taras widokowy, 31 pięter, 762 stopnie - fajna sprawa :-D. Weszliśmy na górę, widać, że wieżę wybudowano tylko i wyłącznie dla zwiedzających, nie ma jakiegoś głębszego religijnego znaczenia (o 114 m bliżej nieba - jupii :-D). A widok taki se. Wszystko oszklone (nawet klimatyzacja była) i ludzi pełno.Podsumowując - 1. nie mieli pocztówek z łosiem ;-P. 2. w/g mnie Bóg jest wszędzie, w domu u mnie, u Ciebie, na dworze, w szopie prowizorycznie przerobionej na kościół w krajach trzeciego świata. Czy rzeczywiście trzeba było marnować te miliony złotych na takie 'coś'? Czy nie można było za dać ciepły posiłek tysiącom ludzi? Paranoja. Polacy głodują, ale nie, skądże, najwyższa świątynia musi być, bleh. Hehe obcokrajowcy to dopiero mają zagadkę - taki biedny naród, a taką budowlę odwalił, a druga jest w trakcie (Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie).
Oczywiście podczas podróży powrotnej też musiałem mieć przygody, jechałem sobie zadowolony Sanem z Włocławka do Warszawy, żeby później przesiąść się do Jaćwinga i nim do domku. Ale co mądry Marcin zrobił? Wsiadł na Zachodnim do Kujawiaka, który jechał do Bydgoszczy (przez Włocławek) czyli się wróciłem, ale tylko do Sochaczewa ;-) (jedną stację). Najważniejsze, że jakoś dotarłem do domu :-).
I już tęsknie za moim Słoneczkiem :-*.
Tag: Słoneczko Żyrardów Włocławek Ciechocinek Licheń MarcinG.
Dodano: 2006-08-25 23:40:09 | Skomentuj (1)
Nie to żebym stronę zaniedbał :P
Tak jak w tytule ;-) pamiętam o stronie, jej liczba odwiedzin oscyluje w granicach ~100 real users dziennie :-) całkiem całkiem jak na początek ;-). Do statystyk używam jakieś freewareowego skryptu znalezionego na hotscripts.com. Szczegółowe statystyki można znaleźć pod adresem: http://marcin.antylameriada.net/phpt/index.php
Narazie jestem pod Włocławkiem u mojej Ukochanej :-*, jutro wracam do domu (niestety :-/ ) to napiszę coś konkretnego ;-).
Ps - zwiedziłem Licheń i Ciechocinek i napewno skomentuje i wrzucę dokumentację fotograficzną ;-P
ps2 - hmm chyba zrobię zamianę :-) na emotikonki, tak jakoś kolorowiej będzie :-P
Narazie jestem pod Włocławkiem u mojej Ukochanej :-*, jutro wracam do domu (niestety :-/ ) to napiszę coś konkretnego ;-).
Ps - zwiedziłem Licheń i Ciechocinek i napewno skomentuje i wrzucę dokumentację fotograficzną ;-P
ps2 - hmm chyba zrobię zamianę :-) na emotikonki, tak jakoś kolorowiej będzie :-P
Dodano: 2006-08-24 15:57:17 | Skomentuj (0)
O życiu słów kilka...
Życie każdego z nas jest inne, założe się, iż nie ma dwóch takich samych historii. Decydując się na różne warianty przejścia przez nie należy jednak pamiętać, iż przydałoby się kierować jakimiś zasadami. Bo takie chaotyczne podejmowanie decyzji, nie kierowanie się rozsądkiem / trzeźwym umysłem do niczego dobrego nie prowadzi. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Ale powracając do tych zasad; w/g mnie należy chociaż postępować z ogólnie przyjętymi normami. Tzn. nie kraść, nie naruszać cudzego prawa do wolności, nie przeszkadzać innym itp itd. Prawa te możemy poszerzyć o zasady religijne, tak jak np. 10 przykazań. W sumie to 10 przykazań nie jest niczym odkrywczym, aczkolwiek i tak mało kto ich przestrzega (mimo, że większość społeczeństwa jest 'Chrześcijanami').
Gdyby nie zasady i normy wyznaczone przez społeczeństwo żylibyśmy w chaosie, każdy by robił co chcę i nie interesował się potrzebami innych. A właśnie tu jest kolejna ważna sprawa. Potrzeby innych. Bowiem nie należy być zapatrzonym tylko w siebie, trzeba zawaużyć osoby które są obok nas, z którymi chcemy spędzać czas, bo może i one mają jakieś marzenia / pragnienia (napewno mają). Trzeba się liczyć ze zdaniem innych, szanować je i jeżeli uznamy uwagi za konstruktywne (zachowujące obiektywizm) wypadałoby chociaż je w ciszy i spokoju przemyśleć.
Następną ważną (jak nie najważniejszą) sprawą jest szczerość. Tak jak napisałem we wpisie poprzednim o PR; nie możemy przedstawiać spraw w świetle tylko i wyłącznie jakim nam pasuje. Nie wolno kłamać, ponieważ to zawsze się wyda (szczególnie jak ktoś nie umie kłamać, bądź też robi to beznadziejnie). A każda nieprawda wypowiedziana podczas rozmowy krzywdzi drugiego rozmówcę. Szczerość to podstawa... obojętnie jak straszna by nie była.
Konsekwencje - należy się z nimi liczyć i brać odpowiedzialność za swoje czyny / słowa jakieby one straszne nie było. Naważyłeś piwa, musisz je sam wypić. Nie można uskuteczniać bezkarnego gadania / pieprzenia trzy po trzy. Bo takie coś to pod populizm podchodzi (patrz Samoobrona).
A za plecami Stevie Wonder śpiewa:
Gdyby nie zasady i normy wyznaczone przez społeczeństwo żylibyśmy w chaosie, każdy by robił co chcę i nie interesował się potrzebami innych. A właśnie tu jest kolejna ważna sprawa. Potrzeby innych. Bowiem nie należy być zapatrzonym tylko w siebie, trzeba zawaużyć osoby które są obok nas, z którymi chcemy spędzać czas, bo może i one mają jakieś marzenia / pragnienia (napewno mają). Trzeba się liczyć ze zdaniem innych, szanować je i jeżeli uznamy uwagi za konstruktywne (zachowujące obiektywizm) wypadałoby chociaż je w ciszy i spokoju przemyśleć.
Następną ważną (jak nie najważniejszą) sprawą jest szczerość. Tak jak napisałem we wpisie poprzednim o PR; nie możemy przedstawiać spraw w świetle tylko i wyłącznie jakim nam pasuje. Nie wolno kłamać, ponieważ to zawsze się wyda (szczególnie jak ktoś nie umie kłamać, bądź też robi to beznadziejnie). A każda nieprawda wypowiedziana podczas rozmowy krzywdzi drugiego rozmówcę. Szczerość to podstawa... obojętnie jak straszna by nie była.
Konsekwencje - należy się z nimi liczyć i brać odpowiedzialność za swoje czyny / słowa jakieby one straszne nie było. Naważyłeś piwa, musisz je sam wypić. Nie można uskuteczniać bezkarnego gadania / pieprzenia trzy po trzy. Bo takie coś to pod populizm podchodzi (patrz Samoobrona).
A za plecami Stevie Wonder śpiewa:
I just called to say I love you
I just called to say how much I care
I just called to say I love you
And I mean it from the bottom of my heart...
I just called to say how much I care
I just called to say I love you
And I mean it from the bottom of my heart...
Dodano: 2006-08-10 12:26:19 | Skomentuj (1)
PiaR czyli PRopaganda...
PR (czytaj mniej więcej 'piar') - ostatnio słowo bardzo modne, (były) premier Marcinkiewicz był nazywany przez niektórych specjalistą od piaru, w internecie na stronach - e-pr, pr to, pr tamto, więc moja ciekawość pogoniła mnie do pogłębienia tematu. Na pierwszy ogień poszła Wikipedia, a w niej piszą:
Nie ładnie używać słowa propaganda, stało się passe, a pozatym używanie zwrotu - 'propaganda partyjnych sukcesów' jakoś tak komunistycznie brzmi, wogóle samo słowo 'partia' wielu Polakom kojarzy się jednoznacznie (np. z PZPR). Więc wymyślono Public Relations. Brzmi tak ładnie, tak młodo, tak po amerykańsku ;-P. Pozatym większość biznesowych naleciałości jest z angielskiego (takie wtrącenie delikatne).
Najpierw w latach 20., 30. XIX wieku jakiś spryciarz, a konkretniej Phinaes Barnum stwierdził jakoś tak mało logicznie, iż "nieważne, co o mnie mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko". Więc gupoty napiszą, ale poprawnie podpiszą i co? Niby, że ok. Mnie tam jakoś nie pasuje taki sposób myślenia / postępowania. Później kolejny mądrala stwierdził, iż publika powinna być poinformowana o tym co się wokół niej dzieje (bo nie wszyscy to zauważają). Lecz to nie takie słodkie, ponieważ wiadomoście przekazywane społeczeństwu na temat np. konkretnej firmy miały być ewidentnie podpasowane pod ową firmę i oczywiście jak najbardziej pozytywne. Broń Boże coś złego (niekorzystnego) napisać. W dzisiejszych czasach uskuteczniany jest 'model dwukierunkowy symetryczny' tzn. my Ci mówimy jacy my jesteśmy fajni, a Ty mówisz jakie masz zdanie na ten temat i czemu akurat się z nami zgadzasz ;-).
Oczywiście wszystko co piękne ma też swoje złe strony. Razem z terminem PR narodził się kolejny - 'Czarny PR' (brzmi jak z powieści jakiejś), czyli jak więcej ściemnić aby uzyskać pozwolenie od społeczeństwa na swoje niecne cele gnojąc przy tym konkurencję (wypowiadać subiektywne niby obiektywne opinie na jej temat).
Szukając w internecie dalej znalazłem stronę e-PR na której to jest masa fajnych artykułów na ten temat (wogóle fajny serwis). Pierwszy który wpadł mi w oko:
Tak na zakończenie nie chwaląć się jak pierwszy raz usłyszałem termin o Marcinkiewiczu, że on cośtam PR to sobie pomyślałem, że to skrót od PRemier ;-P ale to było dawno temu i nieprawda ;-). Ostatecznie podsumowając, lepiej jednak dla mnie - jednostki społecznej - aby mi w TV przekazywali to co się naprawdę dzieje, a nie taką ściemę. Teraz idą kolejne wybory więc już szykuję lodówkę na tony kiełbasy wyborczej, co najgorsze, iż większości (tym co do MM nie mogą wejść) ona smakuje :-/.
sztuka przekazywania informacji społeczeństwu przy użyciu mediów w imieniu zainteresowanego klienta; ogół działań mających za zadanie wytworzenie pozytywnego wizerunku społecznego danej instytucji. Celem stosowania PR jest wpłyniecie na opinię odbiorców.
w sumie to ta jednozdaniowa definicja tłumaczyłaby wiele, gdyby nie fakt, iż niekoniecznie pozytywny wizerunek firmy musi być oparty na jej prawdziwych dokonaniach.Nie ładnie używać słowa propaganda, stało się passe, a pozatym używanie zwrotu - 'propaganda partyjnych sukcesów' jakoś tak komunistycznie brzmi, wogóle samo słowo 'partia' wielu Polakom kojarzy się jednoznacznie (np. z PZPR). Więc wymyślono Public Relations. Brzmi tak ładnie, tak młodo, tak po amerykańsku ;-P. Pozatym większość biznesowych naleciałości jest z angielskiego (takie wtrącenie delikatne).
Najpierw w latach 20., 30. XIX wieku jakiś spryciarz, a konkretniej Phinaes Barnum stwierdził jakoś tak mało logicznie, iż "nieważne, co o mnie mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko". Więc gupoty napiszą, ale poprawnie podpiszą i co? Niby, że ok. Mnie tam jakoś nie pasuje taki sposób myślenia / postępowania. Później kolejny mądrala stwierdził, iż publika powinna być poinformowana o tym co się wokół niej dzieje (bo nie wszyscy to zauważają). Lecz to nie takie słodkie, ponieważ wiadomoście przekazywane społeczeństwu na temat np. konkretnej firmy miały być ewidentnie podpasowane pod ową firmę i oczywiście jak najbardziej pozytywne. Broń Boże coś złego (niekorzystnego) napisać. W dzisiejszych czasach uskuteczniany jest 'model dwukierunkowy symetryczny' tzn. my Ci mówimy jacy my jesteśmy fajni, a Ty mówisz jakie masz zdanie na ten temat i czemu akurat się z nami zgadzasz ;-).
Oczywiście wszystko co piękne ma też swoje złe strony. Razem z terminem PR narodził się kolejny - 'Czarny PR' (brzmi jak z powieści jakiejś), czyli jak więcej ściemnić aby uzyskać pozwolenie od społeczeństwa na swoje niecne cele gnojąc przy tym konkurencję (wypowiadać subiektywne niby obiektywne opinie na jej temat).
Szukając w internecie dalej znalazłem stronę e-PR na której to jest masa fajnych artykułów na ten temat (wogóle fajny serwis). Pierwszy który wpadł mi w oko:
Piotr Czarnowski: Każdy Polak zna się na PR
Każdy Polak zna się dziś na public relations co jest w zasadzie zjawiskiem bardzo korzystnym i optymistycznym. Po pierwsze PR jest dziedziną wymagającą bardzo dużego wkładu i talentów intelektualnych, zgodnie z definicja Eskadry - intelektualną przygodą. Powszechne zainteresowanie PR oznacza więc wyższy poziom intelektualny społeczeństwa. Po drugie stosowanie PR jest nie tylko wyrazem szacunku dla firmy ale i - a nawet przede wszystkim - dla klientów. Skoro więc mamy wolny rynek i gospodarkę kapitalistyczną, dobrze jest zauważyć i taki element dbałości o klientów. czytaj całość...
Jak powyższe wykazało, jesteśmy intelektualnie rozwinięci (poza 50paroma% Polaków co nie mają wstępu do MediaMarkt ;-P) i większość z nas słyszała ten termin (PR) nie raz.Każdy Polak zna się dziś na public relations co jest w zasadzie zjawiskiem bardzo korzystnym i optymistycznym. Po pierwsze PR jest dziedziną wymagającą bardzo dużego wkładu i talentów intelektualnych, zgodnie z definicja Eskadry - intelektualną przygodą. Powszechne zainteresowanie PR oznacza więc wyższy poziom intelektualny społeczeństwa. Po drugie stosowanie PR jest nie tylko wyrazem szacunku dla firmy ale i - a nawet przede wszystkim - dla klientów. Skoro więc mamy wolny rynek i gospodarkę kapitalistyczną, dobrze jest zauważyć i taki element dbałości o klientów. czytaj całość...
Tak na zakończenie nie chwaląć się jak pierwszy raz usłyszałem termin o Marcinkiewiczu, że on cośtam PR to sobie pomyślałem, że to skrót od PRemier ;-P ale to było dawno temu i nieprawda ;-). Ostatecznie podsumowając, lepiej jednak dla mnie - jednostki społecznej - aby mi w TV przekazywali to co się naprawdę dzieje, a nie taką ściemę. Teraz idą kolejne wybory więc już szykuję lodówkę na tony kiełbasy wyborczej, co najgorsze, iż większości (tym co do MM nie mogą wejść) ona smakuje :-/.
Tag: PR Public Relations polityka propaganda
Dodano: 2006-08-09 20:22:47 | Skomentuj (1)
Ja czyli o mnie :-) / kontakt
Jak słusznie zauważyli coponiektórzy wypadałoby się przedstawić ;-). Śmiem nazywać się Marcin.
Pokrótce o mnie:
Rok produkcji '86, przebieg niewielki, pierwszy właściciel, nieklepany, całkiem niegłupia karoseria ;-P. Mieszkam w Żyrardowie (łatwo się domyśleć patrząc na wpis w Początku...), uczęszczam sobie szczęślwie na WAT konkretniej na WEL i jest mi tam dobrze :-). Moim hobby jest... eeee jako takiego nie mam, ale jak miałbym wpisać w ankiecie to napisałbym 'moja dziewczyna :-*'. Jak poprzednie zdanie pokazało mam dziewczynę :-) z którą jest mi bardzo dobrze i nie chce jej zmieniać :-*. Co tam jeszcze mogę naskrobać... interesuje mnie szerokopojęta branżę IT, od niedawna nawet i książki, trochę pociągi :-P. No a przede wszystkim zabawa w informatyka :-D to jest najbardziej bamboocha ;-). F40.1 - zamienię na coś innego.
Jeżeli się mylę - ortograficznie, czy nawet i zdania sensu nie mają to proszę o uwagi :-), Hominis est errare, insipientis in errore perseverar. (?)
Kontakt ze mną?
najprościej via gg: 50382B
bądź mejlem: d3vil (at) autograf (dot) pl
Oto ja:

Pokrótce o mnie:
Rok produkcji '86, przebieg niewielki, pierwszy właściciel, nieklepany, całkiem niegłupia karoseria ;-P. Mieszkam w Żyrardowie (łatwo się domyśleć patrząc na wpis w Początku...), uczęszczam sobie szczęślwie na WAT konkretniej na WEL i jest mi tam dobrze :-). Moim hobby jest... eeee jako takiego nie mam, ale jak miałbym wpisać w ankiecie to napisałbym 'moja dziewczyna :-*'. Jak poprzednie zdanie pokazało mam dziewczynę :-) z którą jest mi bardzo dobrze i nie chce jej zmieniać :-*. Co tam jeszcze mogę naskrobać... interesuje mnie szerokopojęta branżę IT, od niedawna nawet i książki, trochę pociągi :-P. No a przede wszystkim zabawa w informatyka :-D to jest najbardziej bamboocha ;-). F40.1 - zamienię na coś innego.
Jeżeli się mylę - ortograficznie, czy nawet i zdania sensu nie mają to proszę o uwagi :-), Hominis est errare, insipientis in errore perseverar. (?)
Kontakt ze mną?
najprościej via gg: 50382B
bądź mejlem: d3vil (at) autograf (dot) pl
Oto ja:

Dodano: 2006-08-07 23:00:44 | Skomentuj (1)
Emulacja PlayStation 2 na PC, czemu nie? ;-)
Wybrałem się do brata który skombinował (czytaj: kupił oryginalną wersję ;-P) gry na PS2: DragonBall Budokai 3. Pograliśmy sobie; stwierdziłem - 'kurcze, fajne, możnaby odpalić u siebie na komputerze'. Pogooglowałem chwilkę w poszukiwaniu emulatora; znalazłem kilka, wybrałem jeden o wdzięcznej nazwie PCSX2 (na chwilę obecną w wersji 0.9.1). Zainstalowałem, uruchomiłem i pierwszy zonk. Potrzebny jest bios konsoli (w sumie to możnabyło się tego spodziewać ;-) ). Dobra googluje poraz kolejny, wpisałem inteligentnie 'bios dump ps2' i znalazłem info jak to należy używając kabelka się podłączyć i zgrać owy bios. Wszystko by było pięknie gdyby nie fakt, iż sam nie posiadam konsoli. Ale nic to! Wziąłem kabel usb i poszedłem kombinować bios (czytaj: nigdzie nie szedłem, znalazłem na P2P ;-P ).
Dobra, skopiowałem bios, miałem .iso gry na dysku, uruchomiłem... Ładne animacje firm które zrobiły grę, wszystko fajnie, ok. 30 fps - 'da się grać'. Wgrało się menu gry, pierwsze spostrzeżenie - zwalone kolory :-/, może wina pluginu grafiki w pcsx2, zmieniłem na inne i tak samo, dobra, nic to! Wybrałem duel, jakichś zawodników, wgrała się gra (wgrała się szybciej niż na PS2 - wiadomo czemu). No i to by było na tyle mojego grania :-P, ilość klatek spadła do 4ch, a w porywach 8śmiu.
Żeby nie było, że z jakimś tosterem startowałem ;-), po krótce mój komputer:
- P4 3,2 GHz (Prescott)
- 512 DDR (400 Mhz, DualDDR)
- PowerColor Ati Radeon 9600 PRO (nie kręcony)
- 120 GB ATA-133.
rozdzielczość na jakiej walczyłem z grą: 640 x 480 :-P chociaż na pierwszy raz ustawiłem kozacko - 1440 x 900 czyli tyle ile najwięcej mój monitor wyciągnie ;-), ale wtedy to i w menu miałem lagi :-/.
Screeny:




Dobra, skopiowałem bios, miałem .iso gry na dysku, uruchomiłem... Ładne animacje firm które zrobiły grę, wszystko fajnie, ok. 30 fps - 'da się grać'. Wgrało się menu gry, pierwsze spostrzeżenie - zwalone kolory :-/, może wina pluginu grafiki w pcsx2, zmieniłem na inne i tak samo, dobra, nic to! Wybrałem duel, jakichś zawodników, wgrała się gra (wgrała się szybciej niż na PS2 - wiadomo czemu). No i to by było na tyle mojego grania :-P, ilość klatek spadła do 4ch, a w porywach 8śmiu.
Żeby nie było, że z jakimś tosterem startowałem ;-), po krótce mój komputer:
- P4 3,2 GHz (Prescott)
- 512 DDR (400 Mhz, DualDDR)
- PowerColor Ati Radeon 9600 PRO (nie kręcony)
- 120 GB ATA-133.
rozdzielczość na jakiej walczyłem z grą: 640 x 480 :-P chociaż na pierwszy raz ustawiłem kozacko - 1440 x 900 czyli tyle ile najwięcej mój monitor wyciągnie ;-), ale wtedy to i w menu miałem lagi :-/.
Screeny:




Tag: PS2 PlayStation komputer bios dragonball budokai
Dodano: 2006-08-07 14:13:47 | Skomentuj (2)

RSS / Atom

